Kat żyliński

Katovský meč mesta Žilina

Żylina, tak jak każde inne prawdziwe średniowieczne miasto miała i swojego kata. Ten, po wydaniu decyzji sądu, wykonywał konkretną torturę. W Żylinie posiadał prawo sędziowskie dziedziczny wójt. Później kompetencje sądowe przejęła rada miejska. W końcu powstała specjalny zawód sędziego.

Zawód kata nie był za bardzo atrakcyjny. Na początku kaci nie byli szanowani. Bardziej się ich ludzie po prostu bali. Nie chcieli się z nimi spotykać. Uważali ich za nieczyste, wręcz diabelskie siły. Ale, kiedy kat wykonywał decyzję sądu, to znaczy wykonywał akt publiczny, wtedy ludziom nie przeszkadzało rzemiosło kata i bardzo chętnie szli obejrzeć jego pracę. Dzisiaj każdy, przy wymowie słowa „kat“ jednocześnie pomyśli o jego mieczu. Poprawnie powinien sie nazywać „śmiertelny miecz“. Kat, jako nieczysta osoba, nosił na głowie kaptur koloru winowo czerwonego, aby ludzie mogli uniknąć spotkania z nim. Miecz, który z sobą nosił budził szacunek i grozę. Był oznaczeniem i jednocześnie symbolem. Znana jest pogłoska związana z Janem Jesseniem z Jasena, ukaranym ręką kata. Kiedy pewnego razu odwiedził w Pradze dom kata miejskiego w celach medycznych, miecz, który znajdował się w kącie komnaty, poruszył się. A to oznaczało, że człowiek skończy na miejscu straceń. Tak też się stało.

Miecz kata

Miecze katów miały tylko jedno zadanie. Dlatego były specyficzne. Miały szeroką klingę zakończoną zaoblonym lub szpiczastym grotem. Na końcu miecz często miał trzy otwory. Klinga nie mogła być zaszlifowana do grotu. Każdy wiedział, że chodzi o miecz kata i dlatego do innych celów nie mógł być wykorzystywany. Oprócz tego miecz posiadał jeszcze krótkie nacięcie. Rękojeść była przystosowana do jeden i pół ręki. Najczęściej była obciągnięta skórą. Na końcu miała głowicę w kształcie kuli. Na klingę czasami wycinali imiona ukaranych. Bywały też na niej wyżłobione różne rzeczy, np. koło, szubienica, w przypadku Żyliny serce. Miecz, jako symbol prawa gardłowego był wykorzystywany do XVII wieku. W niektórych regionach używali siekier. Zwyczajni ludzie zazwyczaj byli uśmierceni na szubienicy.
Żylina miała to szczęście, że w okresie, kiedy przestali używać mieczy, były one przechowane w budynku więzienia, które mieściło się w ratuszu. W ten sposób teraz są one częścią ozdoby starego ratusza. W roku 1942 miasto oddało je Muzeum Miejskiemu. W roku 1953 były one przesunięte do Muzeum Poważa w Żylinie. Symbole te praw miejskich do dzisiaj wywołują publiczny strach i szacunek.

Kat Żyliński
Żylina, tak jak każde inne miasto wtedy miała swojego kata. Niestety, ani w najstarszych dokumentach nie uchowały się o nim wzmianki. Wiemy jednak, że Żylina, oprócz innych praw, miała też prawo miecza (Ius gladii). Przedstawiciele miasta mieli prawo karać złoczyńców, nawet karą śmierci. Kary były naprawdę srogie. Świadczy o tym tłumaczenie Prawa Magdeburskiego w Żylińskiej Miejskiej Księdze. Ze wzrostem wartości ukradzionego towaru rosły i kary. Za kradzież o bardzo dużej wartości groziła nawet szubienica. Paradoksalnym jest fakt, że w sytuacji przypadkowego zabicia, wystarczyło, że kat odciął złoczyńcom tylko rękę.

Pierwsze informacje o kacie pochodzą dopiero z XVII wieku. Ale ani tam nie jest przytoczone jego imię. Żylina z pewnością jednak miała swojego kata od początku. Oprócz kar do jego kompetencji wchodziła higiena miasta. Często funkcjonował jako ludowy znachor. Prawdopodobnie doglądał i na niewiastki w mieście, dlatego że tak to było w innych miastach. Końcem XVII wieku wykonywał funkcję kata w Żylinie trenczański kat Maciej Roszko. Ale pierwszy bardziej znany żyliński kat jest dopiero z początku XVIII wieku. Był nim Jakub Peczienka a później jego syn Jan. Ponieważ Żylina była małym miastem, istnieje prawdopodobieństwo, że mimo srogich zakonów, nie było wykonanych w mieście wiele kar śmierci, ani innych tortur. Najczęściej odcinano ręce, uszy i podobnie. Często kary były zmienione na karę dożywotniego pozbawienia wolności lub zbicie kijami. Oprócz mieczy w Żylinie zostało zachowane i naczynie z portretami Adama i Ewy, w której podobno żyliński kat mył ręce po wykonaniu kary. Ale może to być tylko legenda. Podobnie jak bardzo piękna historia, którą opracowała Zuzana Kuglerowa w „Opowieści o towarzyszu kata i jego miłej”. Według opowieści miał kat domek za miastem na tzw. Čepieli, gdzie podobno karał ludzi i wykonywał wyroki śmierci. Kat kochał jedną młodą i piękną dziewczynę. Ta, nie chciała zamieszkać razem z nim na miejscu tortur. Kat bardzo cierpiał. Jest to piękna opowieść. Nie tak o wielkiej miłości, ale o tym jak wielka jest fantazja ludzi, jakie wielkie emocje musiał budzić w ludziach kat. Prawdą jest, że żyliński kat musiał wykonywać swoją pracę w dwóch więzieniach, które znajdowały się w podziemiach starego ratusza. Jedno było większe, drugie mniejsze. Na rynku był umieszczony pręgierz. Tutaj były wykonywane tortury. Według Lombardiego był on usunięty w XIX wieku. Za Żyliną był mały pagórek nazywany „Szubienice”. Według dostępnych informacji z innych miast, właśnie na takich pagórkach wieszali łotrów i złoczyńców niskiego pochodzenia. To wszystko są fakty. Cała reszta to tylko mity, tradycje ustne i ludzka wyobraźnia.

Źródło: M. Mrva

Fotogaleria

TIK na Facebooku

SZUKAJ POŁĄCZENIA

Przez
Dodaj przejścia

ŽILINA VIRTUÁLNE

POČASIE

FOTOGALÉRIA